Kontrowersje wokół ogrodzeń

ogrodzenieOgrodzone osiedla deweloperskie wrastają w przestrzeń miejską całej Polski. Jest to precedens na skalę europejską, podobnie jak ilość ekranów akustycznych przy drogach. Nigdzie indziej nie uzasadnia się tak absurdalnego pomysłu w tak groteskowy sposób.

Przeciwnicy ogrodzeń podnoszą słuszny skądinąd argument, że im więcej płotów wyrasta wokół, tym trudniej jest poruszać się po mieście. Zwolennicy odpowiadają natychmiast, że może i trudniej, ale dla nich bezpieczniej. Czy bezpieczniej- można spytać. Jeśli chce się ochronić przed zającem- tak, bo pokonanie takiego płotka to dla kiepsko rozwiniętego pięciolatka z nogą w gipsie igraszka, a co dopiero dla kogoś, kto miałby się tym zajmować zawodowo. Zresztą- im pilniej coś jest strzeżone, tym bardziej kusi. W europie sadzi się po prostu żywopłot albo stawia metrowy murek- podobno poziom bezpieczeństwa ten sam, a przestrzeń miejsca przestaje przypominać getto.

Udowodniono, że wewnątrz grodzonych osiedli, zamiera życie kulturalne i gospodarcze. Nie dziwota, bo ma być bezpiecznie, więc się wszystko wyrzuca za mury miejskie. Rozwiązania problemu nie widać, boć argument bezpieczeństwa, choć nijak ma się do rzeczywistości, przemawia do wyobraźni i buduje poczucie zagrożenia. Zamiast więc stworzyć osiedla monitorowane, ale otwarte, tworzy się enklawy, bo przecież paręset metrów lichej siatki jest tańsze niż obsadzenie i utrzymanie żywopłotu.

Ogrodzone osiedla parę razy już były na celowniku- takie bezpieczeństwo utrudnia też dojazd służb ratunkowych i w razie zagrożenia wewnątrz, klatka mocno przeszkadza, a wyjść jakoś polscy architekci z takich osiedli nie planują zbyt wielu, a jeśli już to w takim miejscu, żeby czasem nikt go dobrze nie widział.

Starcie zwolenników i przeciwników trwa. Deweloperom w zasadzie jest wszystko jedno, byle budować. Ludzie płacą więcej za paręset metrów płotu, więc warto go wkopać. Słusznie, podejście ekonomicznie zasadne. Może by jednak znaleźć inny sposób, a deweloperom pozwolić się wyżyć, zamiast na płotach, może na panelach słonecznych, placach zabaw albo psich wybiegach? Rzecz do przemyślenia i na pewno do dyskusji, bo obecny stan rzeczy nikomu nie odpowiada- również tym wewnątrz ogrodzenia, tylko że tu potrzeba bodźca, żeby to sobie uświadomić.


Tagi: , , ,

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *