Jak wybiera się dewelopera?

domyOstatnie 5 lat dyskusji nad rynkiem nieruchomości sprowadza się do trzech niekoniecznie prawdziwych stwierdzeń: „kryzys”, „deweloperzy to zło”, „i tak nie dostaniesz kredytu”. A jednak branża budowlana po lekkiej zapaści staje mocno na nogach i deweloperzy nie narzekają na brak zainteresowania nowymi inwestycjami. Jak wybieramy deweloperów? Czego się po nich spodziewamy?

Co drugi Polak, wybierając dewelopera, kieruje się opiniami o nim, zarówno tymi, które znajduje w sieci, jak i bezpośrednimi, od znajomych albo rodziny. Pawie jedna osoba na pięć uważa, że najważniejsze jest doświadczenie i wieloletnia obecność na rynku. Na trzecim miejscu pod względem liczby wskazań z 15% głosów znalazła się odpowiedź „autorski system dopłat”. Widać więc, że kwestie finansowe nie są bezpośrednio istotne, ale pośrednio dotyczą ich przecież i opinie innych kupujących, i system dopłat. Poza tym każdy z ankietowanych powiedział, że w toku poszukiwania mieszkania sprawdzał, przynajmniej pobieżnie, sytuację finansową dewelopera (sondaż grupy PPW, 2013).

Jednocześnie w tym samym sondaży aż 60% ankietowanych przyznało, że nie wierzy w promocje polegające na wliczeniu w cenę mieszkania wykończenia łazienki, choć tego typu akcje przyciągają uwagę. Podobno statystyczny Polak patrzy na taką informację, ale go to nie wzrusza. Wierzyć się nie chce.

Jak magnes działają natomiast atrakcyjne lokalizacje, choć najchętniej wybieralibyśmy apartamenty w cenie za kawalerkę. Ponieważ jednak większości z nas ma realniejsze wymagania, sprawdzamy i szukamy długo, bo nawet przez kilka lat wypatrując prawdziwej okazji.

Trochę zdumiewa jedynie kolejność czynników, które świadczą według ankietowanych o wiarygodności do dewelopera. Na trzecim miejscu jest sytuacja finansowa. Niby słusznie. Na drugim- foldery i prospekty informacyjne. Też nieźle. Na pierwszym miejscu jednak jest czytelność witryny internetowej, produktu skądinąd przygotowanego przez zupełnie inny podmiot, w cenie zresztą niewiele różniącej się między czytelną a nieczytelną stroną www.

Jest jeszcze jedna kwestia, czyli idiotycznie brzmiące nazwy obcojęzyczne. Chyba nie tylko ja uważam je za zbędne, ponieważ 56% ankietowanych odpowiedziało, że zachęcające są polskie, a 44%, że to bez znaczenia, ale nikt nie wskazał psudoeleganckich i pseudoprestiżowych nazw łamaną angielszczyzną czy łaciną.


Tagi: , ,

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *